Marketing psuje aparaty

Tak się składa, że zawodowo jestem związany z problematyka marketingu i wielokrotnie dostrzegam dysonans pomiędzy potrzebami producentów i konsumentów. Nie chodzi o to, że marketing, powszechnie utożsamiany z reklamą i promocją (mimo, że jest pojęciem szerszym), jest jakąś przewrotną grą z klientem, polegającą na oszukiwaniu, a w najlepszym przypadku niedoinformowaniu. Chodzi raczej o to, że na wysoce konkurencyjnych rynkach, gdzie wyprodukowanie czegokolwiek przestaje być problemem, podstawową bolączką firm jest sprzedanie swoich produktów wśród setki podobnych. Aby różnicować produkty, firmy sięgają po co raz bardziej drugorzędne cechy użytkowe, usilnie przekonując klientów, że stanowioną one istotę produktu.

Tak też jest z cyfrowymi aparatami fotograficznymi. Producenci mamią nas wzrostem megapikseli i długości zoomów, przemilczając oczywiście problemy z jednoczesnym wzrostem szumów i fizycznymi ograniczeniami rozdzielczości optyki oraz ogólnie rozumianej jakości obrazowania. Dla niedoświadczonego konsumenta 12 megapikseli będzie jednak brzmiało lepiej niż 6MP, a 420mm zooma w zakresie tele, lepiej niż bardziej przydatne 28mm w zakresie szerokim.

Po tych kilku zdaniach wstępu odsyłam was do artykuły „Marketing psuje gadżety” na techNOblog.pl, w którym autor celnie przywołuje przykłady takich ciekawych konstrukcji jak Sony DSC-R1, czy serii G kompaktów Canona, które zamiast zapoczątkować nowy, projakościowy trend wśród amatorskich aparatów cyfrowych, przegrały ze sztucznie wygenerowaną potrzebą superzoomów i ISO 6400.

Od siebie, przypomnę jedynie o czym warto pamiętać kupując aparat:

  • rozdzielczości wyższe niż 6MP nie są potrzebne w codziennej fotografii, a na dodatek często powodują wzrost szumów w obrazie, a przez to spadek jego rzeczywistej rozdzielczości,
  • wyższe rozdzielczości mają sens głównie w lustrzankach (dysponujących większym przetwornikiem obrazu), ale i tak bardziej jako margines potrzebny przy ostatecznym kadrowaniu (przycinaniu) zdjęcia, niż jako czynnik decydujący o jakości zdjęcia,
  • najwyższą jakość obrazu w aparacie cyfrowym otrzymujemy przy natywnej czułości jego przetwornika (zwykle ISO 100, czasami ISO 200, albo ISO 50), wszystkie inne czułości (wyższe i niższe) są osiągane sztucznie, przez podbijanie pierwotnego sygnału, co zawsze wprowadza niekorzystne zmiany w obrazie,
  • czułości wyższe niż ISO 400 nie mają większego sensu w aparatach kompaktowych, gdzie szum generowany przez sztucznie podbity sygnał wizyjny musi być zamazywany przez oprogramowanie aparatu (warto zwrócić uwagę, czy aparat ma możliwość wyłączenia odszumiania, często bowiem w szumie kryje się sporo szczegółów decydujących o odbiorze obrazu, a sam szum nie przeszkadza tak bardzo przy wykonywaniu odbitek), w lustrzankach problem ten jest mniej dotkliwy, ale oczywiście też nie ma co liczyć na doskonałej jakości zdjęcia przy czułościach typu ISO 3200,
  • typowe zoomy o długim zakresie tele (zwykłe powyżej 105mm) są ciężkie i ciemne, co nawet ze stabilizacją obrazu powoduje częste poruszenie zdjęć i dodatkowo negatywnie wpływa na pracę systemu ustawiania ostrości (autofocus zaczyna się zachowywać tak, jakby pracował w ciemnym pomieszczeniu),
  • w fotografii podróżniczo-rodzinnej znacznie bardziej przydatnymi ogniskowymi są te z szerokiego końca zakresu zooma, a wybierając aparat lepiej wybrać ten z ogniskową 28mm niż ten z ogniskową 400mm (niestety optyka szerokokątna jest trudna do zaprojektowania i rzadziej spotykana).

Oczywiście proszę nie interpretować tych porad jako jedynie słusznych i dojść do wniosku, że ideałem jest lustrzanka z jednym obiektywem 35mm. Są osoby, którym zależy np. na długim zakresie tele (fotografują dziką przyrodę, albo szczegóły krajobrazu) i jeżeli są one przygotowane na problemy związane z używaniem takich obiektywów, to nie ma nic błędnego w ich używaniu. W końcu zooomem typu 35-300 można zrobić wile ciekawych ujęć, których purysta z obiektywem 50mm po prostu nie będzie mógł wykonać. To, że nie będą się one nadawać do powieszenia na wystawie, nie oznacza, ze nie zajmą ważnego miejsca w prywatnym archiwum.

Reklamy

3 Responses to “Marketing psuje aparaty”


  1. 1 jerz 13 sierpnia 2008 o 15:57

    Dobry tekst, co do 6 mpx też nie sposób się nie zgodzić :) Proponuję podlinkować do: http://www.6mpixel.org/

    Pozdrawiam,
    Jerz


  1. 1 Pogoń marketingowa na rynku aparatów | Foto-Grafika Trackback o 16 sierpnia 2008 o 21:32
  2. 2 Retrorewolucja, czyli mniej i znaczy więcej « Fotografia Trackback o 20 sierpnia 2009 o 15:17
Comments are currently closed.



Blog Stats

  • 2,251,651 hits

%d blogerów lubi to: