Retrorewolucja, czyli mniej i znaczy więcej

Mimo, że staram się być na bieżąco z nowościami na rynku fotograficznym, zwykle nie pisuję o nowych aparatach, czy osprzęcie. Wychodzę bowiem z założenia, że dobre zdjęcia można robić każdym aparatem, a obecny rozwój fotografii cyfrowej przypomina mi bardziej rozwój branży komputerowej. Bardziej liczą się wszelkie mega wzrosty (hertzów, czy pikseli) i mnożenie dodatkowych funkcji, niż poprawa tego co najważniejsze (stabilności i szybkości systemów operacyjnych, czy też ostrości i rozpiętości tonalnej rejestrowanych zdjęć). Z tego też powodu pozytywnie zaskoczył mnie nowy trend w rozwoju aparatów fotograficznych, który myślałem, że już się nie pojawi (patrz: Marketing psuje aparaty).

Przede wszystkim cieszy mnie wycofywanie się z gonitwy za co raz większą rozdzielczością matryc. Z tego co kojarzę Olympus oficjalnie zapowiedział, że nie będzie podwyższał rozdzielczości stosowanych matryc, tylko skupi się na polepszaniu ich innych parametrów.  W ten trend wpisuje się też premiera nowego zaawansowanego kompaktu, jakim jest Canon G11, w którym ZMNIEJSZONO ilość megapikseli z 14 do 10, na rzecz mniejszego szumu (brawo).

canon-g11

Dodatkowo, seria aparatów Canon G, intensywnie wykorzystuje staromodne pokrętła, do obsługi najczęściej używanych funkcji, co także uważam, za słuszny trend. Nie mogę się tylko doczekać manualnego zooma i pierścienia przysłon. Kto jednak wie, może już niedługo, bo oto w drugiej premierze Canona, modelu PowerShot S90, pojawia się pierścień przy obiektywie, którym można sterować czułością, kompensacją ekspozycji, przysłoną, czasem, albo niby manualnym zoomem. Dodajmy do tego jasność 2.0 przy prawdziwym szerokim kącie i mamy wręcz idealny aparat kieszonkowy (oby tylko testy potwierdziły jakość wykonywanych nim zdjęć).

canon-s90

Trudno przy tej okazji nie wspomnieć o nowym produkcie Olympusa, czyli modelu E-P1, pierwszym korpusie tej firmy w systemie Mikro Cztery Trzecie. Szczerze mówiąc czekałem na tego typu rozwiązanie, czyli na kompakt o rzeczywistych możliwościach lustrzanki. Moje zastrzeżenia budzi co prawda mała matryca (szkoda, że to nie rozmiar APS, albo Pełna Klatka), brak wizjera, brak wbudowanej lampy błyskowej (przydaje się), no i oczywiście cena, ale aparat wygląda bardzo sympatycznie. Szczególnie ze stałoogniskowym obiektywem 17 mm (jakieś 34mm, w przeliczniku dla pełnej klatki).

olympus-ep1-front

Być może warto poczekać na nowy aparat Panasonica, czyli będący jeszcze w fazie spekulacji model Lumix GF1. Tym bardziej, że posiada wbudowaną lampę, prawdopodobnie nasuwany wizjer elektroniczny, no a przede wszystkim od razu ma się pokazać z dwoma stałoogniskowymi obiektywami 20 mm i 45 mm (ekwiwalent dla małego obrazka to odpowiednio 40 mm i 90 mm). Co prawda, mój ideał to zestaw dwóch obiektywów 28mm i 90mm, ale nie widzę powodu, by Panasonic nie miał wypuścić prawdziwego obiektywu szerokokątnego. (UPDATE: W kilkanaście dni po oryginalnym wpisie Lumix GF1 pojawił się oficjalnie, łącznie z zapowiedzią różnych obiektywów na rok 2010).

panasonic-gf1-496x269

Przy okazji warto zauważyć, że aparat ten bardzo przypomina model Lumix DMC-LX3, który też idealnie wpisuje się w opisywany trend (10MP i krótki, ale bardzo jasny zoom (ekw. 24-60 mm) f/2.0-2.8 Leica Vario-Summicron).

PanasonicLX3

Zapytacie o co tyle hałasu? Czemu za tą samą cenę nie kupić uniwersalnej i lepszej jakościowo, typowej lustrzanki. Ano dlatego ;-)

WTD770

Zdjęcia i linki do opisów aparatów pochodzą z serwisu Fotopolis. Komiks z serwisu What The Duck.

Reklamy

3 Responses to “Retrorewolucja, czyli mniej i znaczy więcej”


  1. 1 krzychu 20 sierpnia 2009 o 16:26

    Pointa – doskonała! ;)

  2. 3 Krzysiek 9 września 2009 o 09:38

    W dobrym kierunku zmierza to wszystko, ale i tak zawsze kasa będzie na pierwszym miejscu…


Comments are currently closed.



Blog Stats

  • 2,254,060 hits

%d blogerów lubi to: