Jak zostać sławnym fotografem – odcinek VIII

Ponieważ zauważyłem, że w docelowym miejscu nie ukazał się ostatni odcinek mojego felietonu, to pozwałam go sobie zmieścić na blogu:

To już ostatni odcinek mojego felietonu, w którym mam nadzieję udało mi się żartobliwie pokazać drogę do sławy fotograficznej w czasach popkultury. Szczerze mówiąc uważam, że coraz trudniej będzie w ogóle przebić się z fotografią na rynek sztuki, czy chociażby celebrycji. Rosnące zainteresowanie galerii i aukcji sprzedawaniem zdjęć znanych autorów tylko pozornie temu zaprzecza. Obecna moda na kolekcjonowanie zdjęć to wyraz nostalgii za powoli przemijającym statusem tej formy sztuki i próba chociażby cząstkowej nobilitacji nowych artystów działających w tej dziedzinie. Po prostu dożyliśmy czasów, w których fotografia straciła swój elitarny charakter. Narzędzia potrzebne do wykonania przyzwoitych zdjęć stały się powszechnie dostępne, a długofalowe koszty pracy fotografa drastycznie zmalały. Gdyby warsztat pracy rzeźbiarskiej i malarskiej uległ podobnemu przewartościowaniu i upowszechnieniu, już dawno nie robiłby na nas żadnego wrażenia fakt, że ktoś formuje drewno pod własne wyobrażenie lub potrafi kłaść farbę na płótnie. Kto wie, być może drukarki 3D w przyszłości przedefiniują nasze wyobrażenie o tym, czym jest talent potrzebny do tworzenia przestrzennych dzieł sztuki. Tak się właśnie dzieje teraz z fotografią, w której wielkoformatową wystawę można przygotować w kilkadziesiąt minut na ploterze, a nie po kilku dniach prób i błędów w ciemni. Ponadto w zalewie wizualnej stymulacji po prostu trudno się przebić nawet z wartościowym materiałem. Sam talent przestaje już wystarczać, a liczy się wizerunek i umiejętność budowania sieci społecznych. Jeżeli odnosicie wrażenie, że tęsknię za czasami, w których sama umiejętność robienia dobrych zdjęć dodawała społecznej estymy, to macie rację. Taki stan rzeczy ułatwiał osiągnięcie twórczego samozadowolenia, mile łechtał ego i po prostu wymagał od twórcy mniejszego zaangażowania. To, o ile rzeczy trzeba współcześnie dbać, żeby stać się chociaż trochę sławnym, staje się przedsięwzięciem godnym pracy kilku osób.

Na szczęście sława, a o niej tu przecież piszemy, bardzo często była i jest dziełem przypadku. Niespodziewany prezent w postaci aparatu, który trafiał w ręce uwrażliwionego wizualnie nastolatka. Fortunne zbiegi okoliczności, bądź też obecność w czasach i miejscach, od których fortuna się odwróciła. Akcydentalne znajomości z wybitnymi postaciami, których życie okazywało się trampoliną do sławy towarzyszących im osób. Przypadkowe zlecenia, wypadki przy pracy, a nawet uszkodzenie materiału światłoczułego mogły być katalizatorem ciągu zdarzeń, które ostatecznie zapewniały autorowi zdjęć miejsce w albumach sztuki, bądź na okładkach magazynów. Przypadkowi można jednak pomagać. Czasami wystarczy być pierwszym. Szczerze mówiąc, gdy przeglądam prace wielu pionierów fotografii, zwłaszcza reporterskiej lub konceptualnej, widzę po prostu banał. Banał ten urósł jednak do rangi sztuki, bo pokazywał obraz świata wcześniej nieudokumentowany. Dlatego tak często mówi się, że lepiej być pierwszym, a nie lepszym. Zaklepujemy sobie wtedy pozycję oryginalności, i to że wszyscy po nas będą jedynie kopistami.

Niestety współcześnie trudno być pierwszym, przez co prawie wszyscy stajemy się kopistami. Na tym polega przekleństwo postmodernizmu z jego próbkowaniem, miksowaniem i przetwarzaniem, przekleństwo czasu w którym wszystko już było. Można robić naprawdę piękne zdjęcia, które jeszcze kilkanaście lat temu trafiałyby do galerii, a teraz są zaledwie jednymi z wielu. Można robić naprawdę mocne zdjęcia. Takie, które 20 lat temu zasługiwałby na Pulitzera, bo odsłaniają jakiś ukryty fragment rzeczywistości, a obecnie przegrywają w wyścigu do wrażliwości widza z wieczornymi wiadomościami. W ponowoczesności nawet sława ma charakter referencyjny. Jestem sławny bo fotografuję sławnych ludzi, sławetne wydarzenia, bądź osławione miejsca. Jest coraz mniej gwiazd świecących własnym światłem i coraz więcej orbitujących planet, świecących światłem odbitym.

Czy można więc zostać sławnym fotografem? Będąc we właściwym miejscu i czasie prawie każdy może nim zostać na kilka chwil. Stosując się do moich porad z poprzednich felietonów, to nawet na kilka lat. Co jednak robić, by przejść do historii? Robić swoje. Zawsze, wszędzie i za każdym razem lepiej niż poprzednim razem. Nie oglądać się na innych i nie czytać felietonów. Wyjść i zacząć robić zdjęcia nie temu co jest ładne, brzydkie, modne, interesujące, ponadczasowe, czy aktualne, tylko temu co jest dla nas ważne. Z pasją.


Blog Stats

  • 2,206,353 hits

%d bloggers like this: