Fotografia dla początkujących, a nawet opornych (Część 1)

Dzisiejszym wpisem chciałbym rozpocząć nowy cykl, uzupełniający sekcję z poradami na moim blogu. Roboczo nazwałem go „Fotografia dla początkujących, a nawet opornych”, a pierwsza część będzie o zupełnych podstawach tworzenia obrazu fotograficznego. Cykl ten powstaje w odpowiedzi na częste, bardzo podstawowe pytania zadawane przez czytelników bloga i słuchaczy moich kursów, które dowodzą, że można mówić o przesłonach, czasach, matrycach i czułościach, ale to nadal nie tłumaczy co, jak i gdzie. To co napiszę poniżej będzie bardzo uproszczone, czasami nie pokrywające się idealnie z optyczno-fizyczną istotą fotografii, ale mam nadzieję, że dobrze wyjaśni jak powstaje obraz w aparacie fotograficznym i co z tego wynika. Zaczynamy więc.

Fotografia, czyli wiaderko pełne światła.

W fotografii podstawą jest światło i jego rejestracja na materiale światłoczułym. Zastąpmy jednak światło wodą a aparat wiaderkiem. Być może wtedy trochę lepiej zrozumiemy jak to się wszystko dzieje.

Przede wszystkim, co wcale nie jest takie oczywiste, matryca aparatu cyfrowego lub film ma tylko jeden optymalny stan naświetlenia. Jest wiaderkiem, które gdy jest puste daje obraz czarny, a gdy pełne biały, a pozostałe odcienie to stany pośrednie. Innymi słowy, żeby oddać dobrze białą ścianę trzeba napełnić całe wiaderko, a kolor skóry, czy zieleń drzew, odpowiednio mniej (jedną trzecią, czy pół wiaderka). Gdzie więc leży problem?

Podstawowym problemem jest fakt, że wodę do wiaderka łapiemy z otoczenia i zwykle nie mamy wpływu na to jak szybko i ile jej leci. To jakbyśmy stanęli z wiaderkiem pod wodospadem, albo w deszczu i próbowali załapać odpowiednią ilość. Wodospad napełni nam wiaderko prawie natychmiast, a przy okazji mnóstwo wody rozchlapiemy. W mżawce możemy chodzić godzinę z naszym wiaderkiem i niewiele zdziałamy. Podstawowym parametrem łapania odpowiedniej ilości wody z otoczenia (naświetlania) jest więc czas.

Zacznijmy zatem od czasu. W pierwotnym modelu aparatu, czyli kamerze otworkowej, jest tylko dziurka w puszce z materiałem światłoczułym. Przez tą dziurkę musimy złapać odpowiednią ilość światła. Mamy więc określonej wielkości wiaderko i rożne źródła wody dookoła. Piękny, słoneczny dzień to odpowiednik wodospadu, ciemne pomieszczenie, to woda lecąca małym strumykiem z kranu. Dlatego też, gdy jest jasno, nasze czasy napełniania wiaderka (naświetlania) są krótkie, a gdy ciemno – długie. Proste, ale nie bezproblemowe.

Pierwszy problem to jak długo mamy trzymać wiaderko, żeby się napełniło. W przypadku prawdziwego wiaderka po prostu to widzimy, w przypadku aparatu nasze wiaderko jest schowane w jego wnętrzu, tak aby osłonić je przed niepożądanymi źródłami wody. Kiedyś istniała zasada „słońce 16„, czyli wystawialiśmy nasze wiaderka „na oko”. Dzisiaj mamy światłomierze (wodomierze ;-)) wbudowane w aparat, które mówią nam jak długo mamy w danych warunkach trzymać nasze wiaderko pod danym źródłem wody. Czyli problem z głowy? Niestety nie.

Gdy wody jest bardzo mało wiaderko trzeba trzymać bardzo długo. A gdy trzymamy coś długo, po prostu drżą nam ręce. To pierwszy problem w łapaniu wody do wiaderka, czyli robieniu zdjęć. Trzymamy wiaderko pod kranikiem, woda powolutku leci, ręce nam się męczą, wiaderko się rusza. Coś się rozchlapie, przez chwilę nie łapiemy wody, bo nie trafiamy wiaderkiem w strumień itd. Co zrobić?

Najłatwiej postawić wiaderko na stoliku (statywie). Nic się nie rusza, wiaderko może stać choćby godzinę, a woda spokojnie do niego spłynie. Drugie rozwiązanie to kupno lepszego, dużego wiadra (jasny obiektyw, ale o tym później).

Uważni czytelnicy pewnie już zauważyli, że alegoria wiaderka nie jest idealna, bo oznacza tylko jeden punkt obrazu (biały, szary, czarny – dla uproszczenia mówię odcieniami szarości, bez koloru). W przykładzie z jednym wiaderkiem nie powinno mieć znaczenia ruszanie, bo co za różnica skąd się leje i czy nam się coś wyleje, ważne żeby wiaderko się napełniło. W rzeczywistości jednak nie łapiemy wody z jednego strumyczka do jednego wiaderka. Każdy punkt obrazu to jedno wiaderko. Jeżeli nasza matryca w aparacie ma 12 megapikseli to mamy 12 milionów wiaderek, z których każde ma wypełnić się w odpowiedniej ilości wody (np. mają być puste dla oddania źrenicy oka, pełne dla oddania białek i wypełnione w rożnych ilościach dla oddania odcieni skóry). Ponadto łapiemy wodę z wielu strumyków (skąpo kapiących z ciemnych miejsc i lejących się z miejsc jasnych).

Wykonywanie zdjęć jest wiec łapaniem wody z wielkiej chmury (otoczenia) do milionów wiaderek przymocowanych do palety (matryca). Wody tej trzeba nałapać tyle, żeby wiernie oddać natężenie wody padającej z chmury w dany punkt na ziemi (takie zaawansowane pomiary meteo). Trzymamy taką paletę nad głową i czekamy, żeby w miejscach gdzie pada najwięcej deszczu wiaderka napełniły nam się do pełna, tam gdzie opady są średnie wody było proporcjonalnie mniej, a tam, gdzie prawie nie pada, wiaderka były puste. Tu pojawiają się kolejne problemy.

Pierwszy to poruszanie naszym zespołem wiaderek. Chyba jasno już widać, że gdy będziemy ruszać naszą paletą otrzymamy zafałszowane wyniki pomiaru natężenia opadów (poruszone zdjęcia). Dzieje się tak, gdy obok siebie są miejsca na chmurze, z których pada mocno i słabo. Wtedy jedno wiaderko powinno być pełne, a drugie obok prawie puste. Jak poruszymy naszą paletą, to mocny strumień może zacząć się wlewać do wiaderka obok, które miało być puste. Czyli mamy już pierwszą możliwość zafałszowania wyniku (łatwo zobaczyć to na poruszonych zdjęciach nocnych, gdy z punków światła robią się smugi).

Drugi problem, to odpowiedni czas wystawiania wiaderek na deszcz. Pamiętajmy, że wiaderka mają być napełnione w sposób oddający natężenie deszczu. Jeżeli będziemy je trzymać zbyt długo pod chmura, to w końcu wszystkie się wypełnią. Te co miały być pełne, takie pozostaną (nadmiar wody się z nich wyleje), te jednak, które miały być pełne w połowie lub wcale, też będą napełnione w całości, co da nam fałszywą informację o wysokiej intensywności opadów (zdjęcie prześwietlone, na którym nawet szare obiekty są białe, a czarne szare). W odwrotnej sytuacji, gdy będziemy stali z naszymi wiaderkami za krótko, wiaderka, które miały być pełne, nie zdążą nałapać wody (zdjęcie niedoświetlone, na którym wszystko jest czarno-szare).

To jak długo mamy stać z wiaderkami zależy od ich wielkości (czułości matrycy), a to jaka jest różnicą między stanem pełnym a pustym oddaje dokładność pomiaru (rozpiętość tonalną obrazu). Duże, płytkie wiaderka (wysokoczułe) łatwiej łapią wodę, a głębokie wiaderka pozwalają łatwiej oznaczyć różnicę między rożnymi stanami napełniania. Uniwersalne wiaderka, są kompromisem dostosowanym to typowych warunków pogodowych (oświetleniowych).

Na koniec dzisiejszego odcinka trochę konkretów:

– Jak długi jest „długi czas”? – Typowy człowiek może utrzymać nieruchomo aparat przez czas około 1/30 sekundy. Dokładniej rzecz ujmując, jesteśmy w stanie utrzymać aparat przez 1/(ogniskowa obiektywu) sekundy, tak aby wykonany obraz był nierozmazany. Dla obiektywu 50mm, jest to więc ok. 1/60 s, dla obiektywu 35mm, jest to ok. 1/30 s, a dla obiektywu 105mm, to ok. 1/125 s. Jak widać czasy te są bardzo krótkie, czasem zbyt krótkie do poprawnej rejestracji obrazu. Dlatego tak często warto stosować statywy lub inne podpórki.

– Jak duże jest „uniwersalne wiaderko”? – Czułość typowych elementów matrycy światłoczułej to około 100ISO. Umożliwia ona wykonanie zdjęcia średnio jasnym obiektywem (ok. f/8), w typowy, średnio zachmurzony dzień, używając „bezpiecznej” długości czasu ekspozycji ok. 1/125 s.

– A co z kolorem? – Każdy kolor ma swoje osobne wiaderko. Jedno wiaderko może zmierzyć tylko natężenie jednego koloru, albo wszystkich kolorów wymieszanych razem (jak w fotografii czarno-białej). Dlatego też jeden punkt obrazu to w rzeczywistości minimum trzy punkty oddające natężenie kolorów podstawowych dla obróbki cyfrowej (czerwonego, zielonego i niebieskiego – RGB).

O przysłonach, czułościach, obiektywach, lampach błyskowych opowiem w dalszych częściach.

Czytaj dalej: Fotografia dla początkujących, a nawet opornych (Część 2)

© Adam Dzidowski 2011

6 Responses to “Fotografia dla początkujących, a nawet opornych (Część 1)”


  1. 1 maczek 18 Sierpień 2011 o 14:06

    Dla zaczynających „od zera” super! Pozdrawiam

  2. 2 Donia 1 Październik 2011 o 08:44

    Bardzo ciekawe. Ja właśnie zaczynam i mój problem jest taki,że wcześniej robiłam tylko czasami zdjęcia telefonem,a na początku lata nagle przeskoczyłam na lustrzankę, bo jeśli bym dostała zwykły aparat, to już pewnie rodzice by mi nie kupili lustrzanki, więc ta okazja była 1 : 1.000.000. Skorzystałam. No i problem jest w tym,że mieszkam na wsi-tu nie ma żadnych kursów ani nic. Jestem takim samouczkiem. Ale to jest trochę nieudolne-mam 13 lat i jak mi wyjdzie zdjęcie to super, trafiają się ciekawe. Dobrze powiedziane-trafiają się. Mam czasami wizje różne, a w praktyce nie wychodzi to tak kolorowo… Prawie nie mam pojęcia o tym wszystkim – ISO, balans bieli,ogniskowa… I nie wiem właśnie do kogo się zwrócić o pomoc… Bo w sumie wolałabym,żeby mi ktoś w praktyce coś pokazał, bo jak czytam w internecie to i tak pewnie niewiele z tego wyniosę…

  3. 3 Sharmi 13 Październik 2011 o 23:19

    dało mi to do myślenia! wykonuję biżuterię srebrną. gdy już ją zrobię, żeby ją wystawić w galerii internetowej muszę wykonać jej zdjęcie… Srebro jest błyszczące więc światło się odbija, bardzo ciężko mi wykonywać zdjęcia. Szczerze, to więcej czasu robię te zdjęcia niż całą kolekcje biżuterii :( dodam jeszcze że jestem totalnym amatorem i posługuję się kompaktem Sony dsc w380. staram się jak mogę, zastosuję jutro rano przy dobrym świetle te rady :)

  4. 5 Anonim 30 Lipiec 2012 o 17:30

    dziękuje bardzo za ten blog- nareszcie wyjaśnienie jak dla idioty czyli dla mnie ;)


  1. 1 Fotografia dla początkujących, a nawet opornych (Część 2) « Fotografia Trackback o 1 Luty 2012 o 12:46
Comments are currently closed.



Blog Stats

  • 2,206,353 hits

%d bloggers like this: