Jakiś czas temu, w notatce “Granice filmu i fotografii” poruszyłem temat zacierania się granic pomiędzy filmowaniem a fotografowaniem. Już od wielu lat chodziła za mną forma pośrednia, czyli coś w rodzaju mini filmów, dwu-trzy sekundowych urywków rzeczywistości. Chyba wiecie o czym mówię. W filmach science fiction takie ruchome obrazy występują w gazetach przyszłości. A to w postaci ruchomego portretu ściganego Toma Cruise w “Raporcie mniejszości”, czy też krzyczącego Garego Oldmana z listu gończego zawieszonego na słupie ogłoszeniowym w uniwersum Harrego Pottera (jakoś tak wyszło, że oba przykłady dotyczą ściągania zbiegów :-)).
Gdybym miał określić wyróżniki formalne tego nowego medium, to chyba byłaby nim niezmienna perspektywa znana z fotografii (brak zmiany pozycji kamery) i ruch znany z filmu (samego filmowanego obiektu).
Jak to bywa, ktoś inny też wpadł na ten pomysł i już go zrealizował. Póki co w ogólnodostępnej, a wręcz staroświeckiej, jak na współczesny Internet formie, czyli animowanych gifów. To kinetografie, czyli fotografie, w których pewne elementy poruszają się w zgrabnie zapętlonej animacji. Oto przykład:

Fot. Jamie Beck
Więcej przeczytacie tutaj:
- Jamie Beck (przykłady)
- Fernandojbeaz (poradnik)
- Anaestheticdiscourse (poradnik)

Wiesz może jak zrobić taką animowaną fotografię? Czy to plik typu .gif?
Poszukaj w google. Znajdziesz na pewno tutoriale jak wykonać kinetografie ;)
Na upartego można też to wykonać w .swf.
W gifie niestety strasznie tracimy na jakości zdjęcia, ale pomysł naprawdę fajny, i chyba prędzej czy później skuszę się na kilka takich “ruchomych” zdjęć ;)