Archiwum dla luty, 2009

Katechizm dla fotografii cyfrowej

Jaki jest najbardziej potrzebny obiektyw?
Ten, który został w domu.

Jaki jest najlepszy aparat?
Model wyższy, niż ten który właśnie kupiłeś.

Kiedy odpowiedni dla mnie będzie dostępny na rynku?
Prawdopodobnie za rok.

Kiedy jego cena będzie przystępna?
Gdy stanie się przestarzały.

Jaki aparat kupują “leszcze”?
Twój.

Czy powinienem robić zdjęcia w formacie RAW?
Nie! Rób takie JPGi, żeby od razu były właściwe.

Czy powinienem robić zdjęcia w formacie JPG?
Nie! Suwaczki, ustawienia, krzywe! Rób RAWy!

Co muszę udoskonalić?
Przepływ pracy.

Czego muszę mieć więcej?
Powierzchni ekranu.

Gdzie nikt nie chce być?
Przed komputerem.

Gdzie każdy chce być?
Poza domem, robiąc zdjęcia.

Czy światło jest odpowiednie?
Nie.

Jakie ma być światło?
Neutralne.

Jaki ma byś balans kolorów?
Neutralny.

Jaki ma być obiekt?
Interesujący.

Dodatkowe ustawienia powodują, że zdjęcie jest?
Bardziej interesujące.

Jakie powinno byc tło?
Prześwietlone.

Jakie nie powinny być światła?
Prześwietlone.

Jakie powinny być cienie?
Wyraziste.

Jaki powinno być światło lampy?
Rozproszone.

Co jeszcze?
Miękkie.

Takie?
Nie.

Teraz?
Nie.

A teraz?
Po prostu je wyłącz.

Jaki jest sens tego wszystkiego?
Samo odkupienie przez nieskończony strumień cierpiętniczych autoportretów na Flickrze. Oraz ślubów.

Tekst przetłumaczony ze strony “A DSLR Catechism“.

Być jak Annie Leibovitz

Mam pewien problem z Annie Leibovitz, problem który de facto przenosi się na całą fotografię osób i miejsc sławnych. Trudno bowiem nie zauważyć, że wiele zdjęć interesuje nas tylko dlatego, że widzimy na nim sławnego aktora lub znane miejsce. Fotografowany obiekt broni się wtedy niejako sam. Leibovitz jest niewątpliwie autorka wspaniałych kadrów, wpisujących się trwale w popkulturę, gdy jednak widziałem jej zdjęcia osób nieznanych, bez stylizacji i całego glamouru, to cały jej czar gdzieś pryska.

The 2009 Hollywood Portfolio

I nie chodzi nawet o samych sławnych fotografów, robiących zdjęcia sławnym osobom. Przecież często nawet nasze własne zdjęcia podobają się innym, tylko dlatego, że przedstawiają atrakcyjnych ludzi. Oczywiście nie ma nic złego w redystrybucji piękna, a im większy ma ona rys autorski, tym lepiej świadczy to o twórcy. Kiepski fotograf zapewne potrafiłby zrobić kiepskie zdjęcie Angelinie Jolie. Z drugiej strony, Angelina Jolie nie dałaby się sfotografować przygodnemu fotografowi. I po to pewnie istnieją znani fotografowie, żeby znane osoby, mogły bezpiecznie oddawać się w ich ręce, bez zbędnego ryzyka, podchodów, w bezpiecznym otoczeniu.

Co by jednak nie mówić, fajnie być jak Annie Leibovitz, która sama kiedyś powiedziła – “When I say I want to photograph someone, what it really means is that I’d like to know them. Anyone I know I photograph”. Drogie Panie Portman, Thurman, Jolie i Hayek, jakby co to czekam w moim studiu.


Mini Blogi

Moje mini blogi zawierają wybór najciekawszych porad i zdjęć:

Fotograf @ Tumblr

Fotograf @ Posterous

Flickr

Portret: Jerzy Stuhr

More Photos

Blog Stats

  • 490,022 hits